sobota, 30 sierpnia 2014

OldTown 2114 - Flying Caravans

Pisząc o ekipach postapo, w zasadzie dotychczas pomijałem swoją własną ekipę. Dołączyłem do niej nie tak dawno temu i nie chciałem się jakoś bardzo obnosić z przynależnością. Teraz, po roku działania mogę spokojnie czuć się pełnowartościowym członkiem, ale od początku...


Na samym początku kosmosu, z nieprzebranych otchłani chaosu zrodziło się OldTown, a wraz z nim najstarsza frakcja handlowa na pustkowiach - Flying Caravans. W zamierzchłych czasach roku 2105, kiedy kurz po atomowej wojnie dopiero opadał w ruinach Stargardu Szczecińskiego zebrała się grupka ocalałych, którzy wiedzieli, że oto wszelka konkurencja w zakresie usług handlowych na pustkowiach została wykoszona. Dla Flying Caravans otworzyły się perspektywy nie do pogardzenia.


Flying Caravans to ekipa odtwarzająca postapokaliptyczną orgaznizację handlową, dominującego gracza na biznesowej mapie Polski w 2114 roku. Fabularnie zajmują się skupem i sprzedażą wszelkich towarów, od amunicji, po żywność. Taka działaność oznacza, że niezbędną staje się organizacja karawan przez pustkowia, aby zapewnić płynny przepływ towarów z miasta na Wasteland i z powrotem. Siatka handarzy Flying Caravans obejmuje setki tysięcy kilometrów kwadratowych i sięga ze Stołecznego Krateru, aż do OldTown i Festung Breslau, gdzie utrzymują stałe placówki.


Organizacja ma charakter rodziny w stylu sycylijskim, do której można przystąpić, ale ciężko przed nią uciec. Władzę w rodzinie przez wiele lat trzymał Don Andrew, ale po ostatnich wydarzeniach w OldTown i śmierci Dona, władzę przejął Don Mopek. Firma słada się z dwóch pionów:
- Handlowego, zajmującego się zdobyciem i rozprowadzeniem towarów do klientów
- Karawan, do którego należy organizacja, a także ochrona placówek i transportów przez pustkowia.


Poza samą fabułą postapo, jest to ekipa skupiająca osoby z całej Polski, choć głównie ze stolicy. W niefabularnym zarządzie od zeszłego roku byłem ja Vercy, Andrew i Mopek. Po zawirowaniach fabuły sytuacja nie jest do końca jasna. :D W każdym razie jest to wesoła załoga jeżdżąca na liczne Larpy postapo. Oprócz głównych trzech konwentów (Ziemie Jałowe, OldTown, Zakonki), Flyingowa załoga jeździ także na pozostałe konwenty takie jak Metrowy Bunkier (już we wrześniu), Pyrkon, itp. Od czasu do czasu robimy też jakiegoś skromniejszego Larpa własnymi siłami, lub we współpracy z innymi ekipami jak Shperacze, czy Spartan Commando.


Klimat Flying Caravans opiera się na eleganckim stroju i rodzinnym klimacie. Nie bez powodu jest to najlepiej ubrana frakcja na Wastelandzie, łącząca stylowe kapelusze, eleganckie kamizelki i garnitury z postapokaliptyczną rzeczywistością. Aktualna załoga składa się z dwóch ważnych komponentów, starej części FC i części nowych członków.


No własnie. W okolicach września 2113 roku nastąpiła fuzja Flying Caravans i Water Traders, tym sposobem na tegorocznym OT Flyingi pobierali opłaty za korzystanie z pryszniców. Komponent WT poważnie powiększył siły organizacji, a przy okazji zrobiono sporą rekrutację wśród nowych OldTownowiczów. Tak dołączyło kilka osób, które się wpasowały w klimat. Ekipa w każdym razie rośnie, i wszystkich zainteresowanych handlem, lub ochroną karawan na pustkowiach, a także zwykłym Larpowaniem w stołecznym kraterze zapraszam do kontaktu ze mną, Andrew, lub Mopkiem poprzez forum OT. Także przez naszą stronę na FB Flying Caravans.


W trakcie ostatniego OT, w 2114 roku, Flying Caravans pojawili się potężną ekipą i postawili spore stoisko tuż obok baru. Don Andrew po zawirowaniach politycznych z zimy 2113/2114 stał się jedna z najważniejszych osób w mieście. Rodzina prowadziła szereg działań biznesowych, od sprzedaży żywności zaczynając, przez salon tatuażu, na organizacji licznych karawan przez pustkowia kończąc. Pojawiło się też wiele nowych osób, z których część na pewno zostanie z FC na dłużej. Ostatecznie po różnych perypetiach i przygodach Rodzina miała poważny wkład w ostateczną rozprawę z Czerwonookimi i negocjacjach z miejskim komputerem. Niestety w ostatnich chwilach Larpa, nasz przywódca Don Andrew został podstępnie zamordowany. Świeć płomieniu nad jego duszą...


Różne fajne materiały na temat FC można znaleźć też na stronie OldTown


Warto zaznaczyć, że w przeszłości członkami Flying Caravans były takie osobistości jak: Prezes, Bobo, Szyna czy Zula. A każdy bywalec OT wie, iż są to osoby o niebagatelnej magnitudzie zasług, ostatecznie wszystko zostaje w rodzinie...

sobota, 23 sierpnia 2014

Ingenium - czyli Motór i Tomir

Kolejny wpis z cyklu: Ludzie Postapokalipsy


Wśród wszystkich postapowiczów jakich znam jest tylko dwóch, których można spotkać na każdym konwencie postapo. Na larpach należą do różnych dziwnych frakcji, robią różne wesołe postacie i piją piwko jak wszyscy, ale jest jedno co ich szczególnie wyróżnia z tłumu. Robią koszulki!


Ja nie jestem, aż takim starym Postapowiczem, ale wiem, że chłopaki byli Postapo na długo przede mną. Aktualnie robią nową frakcję Oldtownową RadRatz. A jest to gang motocyklowy grasujący w okolicach OldTown. W ramach klimatu szaleją motocyklami na pasie lotniska, wdają się w bójki barowe z innymi zakapiorami z miasteczka i wynajmują się na zwiadowców do akcji w terenie. Osobiście liczę na to, że RadRatz pojawią się też na innych Larpach, choć siłą rzeczy na OT mają najlepszy teren do działania. :D


Ich sklepik nazywa się Ingenium i link do zapodaję wam TUTAJ. Ale produkty chłopaków można też znaleźć w sklepie Portalu czy kupić od nich przez kontakt na Fejsiku.


Piszę o nich, bo po paru latach postapowania zorientowałem się, że prawie połowa posiadanych przeze mnie koszulek pochodzi z ich produkcji. Poza koszulkami z konwentów (OldTown, Zakonki, Ziemie Jałowe) mam też całkiem sporo koszulek z neuroshimy, czy innych po prostu jajcarskich koszulek luźniej związanych z postapo. Każdy, kto kiedyś był na konwencie nadział się na nich prędzej czy później.


Ja szczególnie lubię (i posiadam) koszulki Neuroshimowe z Molocha, Hegemonii i Posterunku.


Oraz klimaciarskie koszulki Postapo jak Solar Terror, Polish Jugger League , czy NukaCola (+ wersja Quantum).



Oczywiście kolekcję zamykają koszulki z konwentów, takich jak Ziemie Jałowe, OldTown, czy Zakonki.



Ostatnio z kolei uruchomili produkcję zajebiaszczych otulin. Póki co, mam tylko jedną otulinową gazrurukę od nich, ale zdążyli już wypuścić otulinowe klucze francuskie i krótkie mieczyki. Z niecierpliowścią czekam na nowe modele. :D



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Zakonki 2114

Oł maj God! Zakonki 2114 so much kopały w dupala!


Zakonki to jest taki konwent postapo, na którym można sobie naładować baterię postapowania przed końcem sezonu. Nie jest to łatwe wytrzymać potem, aż do Pyrkonu, a zakonkom co roku udaje się naładować moją baterię do pełna. Na zakonkach poziom luzu i niespiesznego radosnego konwentowania przekracza moim zdaniem wszelkie dopuszczalne normy co wywołuje niekontrolowaną przez nikogo i skrajnie niebezpieczną bombę imprezową, która eksploduje nie raz, ale ciągle na zasadzie jednostajnie podtrzymywanej gorącej fuzji atomowego rozpierdolu trybie disko kommando.


Konwentt zaczął się w czwartek wieczorem przybyciem licznie zebranych uczestników. Ja z załogą ze stołecznego krateru dotarłem na miejsce około północy. Na miejscu czekała nas jak zawsze klimatyczna paszarnia przygotowana przez zakonników do przyjęcia uczestników konwentu. Jak zawsze zajebisty bar La Kurwa kusił grillowanym mięskiem, piwkiem i drinkami dla spragnionych wrażeń konwentowiczów. W pięknie pozamiatanych sleeprómach czekały na nas czyste i niezwykle higieniczne miejscówki do spania i życia w klimacie postapo. W barze zaś można było powitać znajomych i cieszyć się klasycznymi filmami (Mad Max 2, Krew Bohaterów). Teren konwenttu także się rozwinął i zagospodarowano liczne pomieszczenia na klimatyczny burdel, kwaterę Zakonu, szpital, czy ogródek piwny pod spadochronem.


Piątek przywitał nas klasycznymi punktami zakonkowego programu. Walkami w thunderdomie i na krawędzi, turniejem neuroshimy hex i pokerem. Dla odmiany (dzięki wolnemu piątku) Turniej Juggera odbywał się na początku, a nie na końcu konwentu dzięki czemu uczestnicy byli świeżutcy i wypoczęci. Poziom gry był wysoki i dawał radę. Elegant Bastards trafili do grupy śmierci z Zakonem i STO, więc w efekcie wygrali tylko jeden mecz z zespołem Synów Korwina i nie wyszli z grupy. W finale Zakon pokonał STO i tym samym wygrał w tym sezonie trzy turnieje z czterech.


Wieczorem były koncerty, pogo i zabawa do rana. Żałuje tylko, że nie udało się uruchomić maszyny do karaoke, bo trochę na nią liczyłem.


W sobotę nadeszła pora Larpowania. Uczestnicy wskoczyli w swoje kospleje i jazda! Większość graczy musiała zdobyć szczupłe zapasy wody i żywności, aby móc kontynuować swą podróż przez Wasteland, tymczasem w barze La Kurwa zjebał się waterchip i trzeba było czekać na karawanę Zakonu wiozącą zapasy aż z Breslau. Do baru przybył też jego stały bywalec - Ron Fapullus, znany aktor filmów akcji i wraz z Janunszem Rypaczem, Koko Manfredi, Madame Mermelade i Księżniczką Analeną, kręcili kolejne dzieła postapokaliptycznej sztuki filmowej. Larp obfitował w skrytobójstwa, klepanie mutków, ciężkie rany i przygody, a przede wszystkim w dziki handel zgodnie z wolnorynkową zasadą "Handluj albo Giń". Z tej otchłani czystego chaosu i brutalnej dilerki wyłoniło się monstrum o dwóch twarzach Iksa i Rotaxa, firma "Komis, skup/sprzedaż/spedycja" pokazała światu swoją długą pytę i rozpoczęła proces kumulowania golda, itemków i ogólnego fejmu. Larpa zakończyło przybycie karawany Zakonu w pełnych pancerkach i klimacie.


Po Larpie odbyła się jeszcze Szalona impreza Disko, na której zadebiutował postapokaliptyczny klub Furries w składzie: Vercy, Smoku, Szyna i Paszko. Trzymajcie rękę na pulsie, bo to nie jest ostatnia ich impreza. Jak zawsze smutno mi było żegnać ludzi postapokalipsy i z niecierpliwością czekam na kolejne konwenty. Jak zwykle Ingenium zapewniło nam zajebiste koszulki, w które nie omieszkałem się zaopatrzyć :D


I na koniec Ówaga! ŁAMIĄCA WIADOMOŚĆ Z WASTELADNU.
Na przyszły rok planowane jest przedłużenie sezonu konwentowego do września, gdyż na wrzesień 2115 szykowany jest kolejny konwent w okolicach Ruin Poznania tak zwany PASZKON, konwent na którym w pakiecie akredytacyjnym ma się znaleźć łyk kawówki!!!! Temu konwentowi mówimy stanowcze 2/10!


I na koniec zacytuję Gutka, który wracając ze mną samochodem śpiewał tak:
"Ajajaj, podstawą klimatu jest TRZODA,
a jak się komuś nie podoba to może nam zrobić LODA!"


- Metryka -
Ilość uczestników: Ponad setka
Ilość piwa: Morze
Ranni, zabici poszkodowani: 2
Znak jakości: 2/10

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

OldTown 2114 - Z perspektywy Orga

To było moje pierwsze OT w tej roli, roli orga. I przyznam, że łatwo nie jest.


Mogło by się wydawać, że orgowanie na konwencie to laba, leżenie na brzuchu i obserwowanie jak konwent zarabia na moje Maseratti. Niestety prawda jest biegunowo odległa od takiej wizji, a gdyby ktoś chciał robić w ten sposób konwenty i LARPy, to szybko by sie przekonał o tym, że jest to niewykonalne. Robota Orga to przede wszystkim praca, stres, godziny życia poświęcone na organizację i wykoncypowanie wszystkiego, a na koniec uczestnictwo w połowie tylko akcji.


Ale zacznijmy od początku. Orgów pracujących przy OldTown jest około dwudziestu, każdy ma swoją działkę odpowiedzialności. Ja zajmuję się zaopatrzeniem imprezy w drewno i wodę do mycia, a także pomagam trochę przy innych sprawach w zależności od potrzeby. Każdy ma jakąś swoją odpowiedzialność i stara się wywiązać ze swojego zadania. Czym dokładnie kto się zajmuje zawsze można sobie sprawdzić tutaj, bo przecież każdego nie będę tu opisywał, to mój blogasek i piszę tu o sobie. Wypierdalać :D


Moja odpowiedzialność to woda i drewno. I większość z was pewnie wie, że robiłem to jeszcze kiedy nie byłem orgiem. Samo w sobie jest to proste, znaleźć dostawcę drewna i zamówić, koniec. Ale kiedy się nad tym zastanowimy dokładniej to trzeba ogłaszać to między ludźmi, pilnować żeby wiedzieli, zbierać te zamówienia i negocjować ceny, a poza tym ponaglać ludzi o kasę, dogadywać z nimi szczegóły itp. Podejrzewam, że gdybym zsumował poświęcony na to czas wyszło by tego kilkanaście godzin. Oczywiście najbardziej intensywna praca ma miejsce tuż przed OT, w ostatnich paru tygodniach. Wtedy to ludzie dzwonią do mnie w kółko i dopytują szczegóły, odwołują zmieniają, spóźniają się z kasą.


Poza tym przez cały rok dzieją się różne działania, które też wymagają od orgów szczególnej uwagi. A to jakieś weekendowe edycje OldTownów, a to Pyrkony i inne imprezy. Larpy czy wystawki promocyjne same się przecież nie zorganizują. A to całe tygodnie przygotowań przecież...



Niestety to wcale nie jest wszystko, bo w czasie trwania konwentu też org musi zasuwać, i to chyba najciężej. Nie ma bowiem dla orga na konwencie takiego momentu kiedy może wszystko osrać i iść się zatankować piwkiem do pełna. Nawet jeśli w danej chwili nic konkretnego się nie robi to nie zawsze można sobie swobodnie odpłynąć i iść larpować. Zawsze jest jakieś enpecowanie do ogarnięcia, albo woda się kończy i trzeba skołować ciągnik, te rzeczy nigdy się nie kończą. A powiem, że ponieważ moja odpowiedzialność jest raczej logistyczna i w większości dotyczy okresu przed OldTownem, to i tak miałem lżej w czasie jego trwania niż niektórzy. Ktoś może widział larpującego Iksa? Niestety całego larpa musiał przesiedzieć w dziekanacie. Ciężkie życie orga...


Ale są i dobre strony wysiłku. Jak się zasuwa cały rok to można nie płacić akredytki, choć nie wyrówna to kosztów orgowania, strat moralnych, utraconego życia rodzinnego i nerwów, o złotówkach nie wspominając. Fejm i sława wśród konwentowiczów, ma niebagatelne znaczenie. Ciężkie tygodnie poświęcone OldTownowi zbierają żniwo w postaci piwa, które ktoś ci postawi od czasu do czasu, lub poklepania po plecach i okrzykiem "dobra robota". Także zdobyte expy nie są bez wartości i śmiało można pochwalić się przyszłemu pracodawcy partycypacją w takim wydarzeniu w charakterze organizatora.


Ale największą chyba przyjemność daje możliwość wzbogacenia konwentu o nowe atrakcje, ficzery, pomysły, czy po prostu patrzenie jak moja ulubiona impreza w roku się rozwija. A w ciągu tych paru lat kiedy na nią jeżdżę rozwinęła się znacząco. Jak mówi OldTownowe przysłowie, dla mnie są dwie pory roku. Pora przybyszów i reszta roku...

wtorek, 29 lipca 2014

OldTown 2114

Wróciłem, umyłem się, wytrzeźwiałem, mogę pisać jak było, a było zajebiście...


W tym roku miałem niewątpliwą przyjemność być orgiem i uczestniczyć w przygotowaniach, prowadząc akredytacje, czy załatwiając na potrzeby OldTown różne sprawy. Napiszę o tym coś więcej w oddzielnym poście, a na razie zatrzymam się na podziękowaniach do wszystkich orgów: Prezesa, Mariana, Wędrola, Szyny, Gutka, Mozarta, Szynszyla, Iksa, Ducha, Rumcaysa, Wilka, Jasiona, Łopaty, Mikiela, Waupszasa, oraz naszych kochanych pań Ezy, Iny i Mrówki. Wspaniale mi się z wami pracowało i wiem, że kolejny konwent będzie jeszcze lepszy.

Ale nie będę się tu lizał po jajkach z innymi, bo nie o tym ma być wpis.


OldTown w 2114 roku przeszło poważne zmiany, zmieniła się nieco mechanika Larpa, zmienili się ludzie i zmieniało się podejście do zabawy. To już nie jest zbieranina ludzi z postapo, robiąca sobie zabawę w klimacie, to jest największa impreza postapo w Europie i w pełni na to miano zasługuje. Tegoroczny konwent przerósł wszystkie wcześniejsze ilością ludzi i rozmachem, na co orgowie ciężko pracowali przez cały rok.

Miejscówka:
OldTown odbywało się w tym samym miejscu co przed rokiem, ale tym razem było tylko jedno miasto. Budynek baru został w większym stopniu wykorzystany, gdyż znalazło się w nim miejsce na pocztę, szpital, sam bar z ogródkiem piwnym z tyłu, oraz orgówkę (dziekanat Iksa). Dookoła natomiast wyrosły gęsto instalacje zbudowane przez uczestników, siedziba Flying Caravans, Bar Alkochemików, klimatyczny obóz Wakatili, czy OT Gastro, a i dalej od samego baru stanęły mniej lub bardziej imponujące budowle. Na szczególną uwagę zasługuje Hom Arena wybudowana na potrzeby konwentu, ale wciąż klimatyczna i imponująca, mieszcząca pełnowymiarowe boisko do Juggera.


Larp:
Tegoroczna fabuła miała kilka wątków, ale najważniejszym z nich było zagrożenie ze strony czerwonookich stworów pojawiających się nocą. Ich pojawienia były nieoczekiwane, dramatyczne i okraszone wspaniałymi efektami specjalnymi, zaś same potwory agresywne i odporne na ciosy, przez co niemożliwe do ubicia.



Ich pochodzenie było z początku nieznane, ale pojawienie się Doktora nieco wyjaśniło sytuację i wkrótce miasto stanęło przed problemem ich eliminacji. Nie było to jednak łatwe, a komputer miejski nie dawał się łatwo przekonać do pomocy. Ostatecznie wobec ultimatum Khana, który tworzył Czerwonookich z porwanych mieszkańców, udało się przekonać komputer do użycia Emitera EMP i miasto zostało uratowane, ale na jak długo? W ostatnich chwilach gry samo komputer zachowywał się co najmniej dziwnie...


Ogólnie na Larpie Mało kto miał czas się obijać, tyle było do zrobienia.


Konwent:
Jak to konwent rozkręcał się powoli, ale jak już się zakręcił to kopał w dupę. Szczególne tłumy przyciągnęły zwody Postapo Strongman, Price Fighters i turniej Juggera, ale bez skromności przyznam się, że i moje prelekcje o szpeju i Edim800 miały swoich słuchaczy. Konwent zamknął wjazd Generała i wspaniały spektakl "Kopuła".


Ja:
A co robiłem ja? Na pewno nie spałem za dużo, jadłem tez niewiele, nie było czasu. Starałem się w miarę możliwości łączyć obowiązki orga, Larpować, enpecować i pogadać z każdym, więc było ciężko, oj ciężko. W ramach Larpa prowadziłem dwie postacie prostego handlarza Vercele, rekruta Flying Cravans, bohatersko poległego na pasie w walce z czerwonookimi, oraz znanego już wszystkim Rona Fapullusa aktora filmów akcji, który narobił w mieście sporo zamieszania swoim przybyciem :D


Od oceny sie powstrzymam, bo w końcu orgowałem i nie wypada oceniać własnej pracy...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
No dobra, dam 2/10.

Zdjęcia pochodzą od Oldtownowiczów, w tym pewnie warto wspomnieć Piotra Bardo...

czwartek, 17 lipca 2014

Scrap Knife


W zasadzie to drobnostka, ale jednak warto o niej napisać. Jakiś czas temu zabrałem się za zrobienie noża otulinowego, aby zamiast beznamiętnej powertejpowej pały mieć coś co ma wygląd i funkcjonalnosć broni białej postapo. I tak narodził się projekt noża, nieskomplikowany, wręcz banalny.


Zaczęło się od tego, że dostałem kiedyś zestaw noży kuchennych. Znajdowały się w piankowych wytłoczkach o kształcie ich ostrzy, zatem idealnie nadawały się do zrobienia otulin. Do reszty można potrzebowałem jedynie: Kawałka pianki, jednej śruby, kawałka szmaty. Wytłoczkę w kształcie ostrza naciąłem tak, aby zaostrzyć jego krawędź wizualnie i dorobiłem do niego piankową rękojeść z podłużnego kawałka pianki złożonego na pół. W ten sposób rękojeść obejmowała końcówkę ostrza i była odpowiednio gruba do trzymania. W miejscu łączenia ostrza i rękojeści zrobiłem otwór, w który poszła spora śruba.


Teraz wystarczyło ozdobić całość prostym jelcem z pianki i owinąć rękojeść szmatą. Użyłem pociętej wcześniej pałatki. Na koniec srebrnym sprejem pomalowałem ostrze i gotowe :D


Teraz nic tylko chlastać ludzi taką otuliną...

środa, 9 lipca 2014

Ziemie Jałowe 2014

Ziemie Jałowe, pojechałem na całkowitym spontanie, bo planowałem wybrać się tylko na Juggera, a tu niespodzianka, wybrałem się na cały konwent :D Trzeba przyznać, że w zagłębiu umieją robić konwenty, bo bawiłem się zajebiście, ale piszmy od początku.


Fot. Mateusz Matuszak http://szach-matt.pl/

Wystartowaliśmy o 5 rano z Warszawy i na miejscu byłem tuż przed 9 rano. Żadne zdjęcia nie są w stanie pokazać jak zajebistą miejscówka jest kopalnia w Grodźcu. Dziesiątki zakamarków i pomieszczeń zapuszczonego budynku kryją w sobie niewyobrażalny potencjał larpowy. Przygotowanie miejscówki wewnątrz było wzorowe i marze aby na innych larpach mieć takie możliwości lokalowe. STO naprawdę powinno cieszyć się ze swojej "siedziby". Trochę gorzej sytuacja wyglądała na zewnątrz, gdzie w porównaniu do zdjęć z lat poprzednich miałem wrażenie, że straganów i stanowisk terenowych jest mniej, ale i tak biło to na głowę większość larpów jakie widziałem. Może to zboczenie OldTownowe, gdzie siłą rzeczy wszystko musi być na zewnątrz. W każdym razie jeden krok do wnętrza "Saloon 19", czy biura szeryfów od razu dawał poczuć, że jest to zajebiście przygotowany larp.


Wyjeżdżając w pośpiechu w ramach stroju połączyłem kowboja ze szkotem i w efekcie pasowałem najbardziej do frakcji Gibsonników, wyznawców kościoła Mela Gibsona, do której żarliwie dołączyłem. O kulcie Gibsona słyszałem już wcześniej, ale dopiero teraz mogłem poczuć płomień Gibsońskiej Inkwizycji. Śluby, pogrzeby, palenie heretyków i konwersje na Gibsonizm były na Larpie moim chlebem powszednim. Chodziliśmy na pielgrzymki do odległej kaplicy Gibsona, oczyszczaliśmy ją z gruzów i odmawialiśmy modły za Gibsona, czasem tylko robiąc jakiegoś pobocznego questa. Będąc na Ziemiach po raz pierwszy, potrzebowałem całego pierwszego dnia na wczucie się w klimat, zorientowanie we frakcjach i w fabule. Zostałem narkomanem i ten zgubny nałów poprowadził mnie w objęcia Karmazynowego Króla, dalej nie pamiętam. Wiem tylko, że było strasznie i wiercili mi dziury w czaszce... Larp skończył się epicką bitwą i obaleniem fortu olejarzy. Solidne 2/10.


Konwent. Część konwentowa, hmm. Była słabsza niż się spodziewałem, znaczy nie. W zasadzie była zajebista. :D Chodzi o to, że program odbywał się niejako w kratkę, w improwizowany sposób. Czego mi na nim zabrakło to tablicy ze spisanymi punktami programu (jeśli takowa była to nie znalazłem) przez co nie wiedziałem na co mam sie kiedy przygotować, więc chodziłem na co popadnie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje czytanie książki "Atomowy Eden", najlepszy punkt programu ever! Poza tym były prelekcje, spotkania, piwo, klimatyczne imprezy, konkursy, piwo, turnieje, piwo, cośtam, piwo i jeszcze parę piw. Nawet wygrałem jeden z nich, strzelanio-bieg asg na czas. Ogólnie na część konwentową dojechało bardzo dużo fajnych ludzi więc głównym punktem konwentu były dla mnie pogaduchy.


Ale teraz najważniejsze - Jugger:
1) Elegant Bastards wyszli z grupy
2) Elegant Bastards zajęli czwarte miejsce w finałach
3) Złamałem nos Burzanowi (powiedziałbym sorry, ale wyglądał na zadowolonego z efektu)
4) Zostałem bochaterem jutuba



Co prawda było nas za mało, żeby wystawić normalny skład, ale dokoptowaliśmy paru sensownych zawodników i wyszedł całkiem solidny skład. W półfinale przegraliśmy co prawda z Zakonem, ale liczy się wyjście z grupy, zresztą Zakon wygrał cały turniej.


Fot. Mateusz Matuszak http://szach-matt.pl/


Zatem solidny konwent, mocne 2/10