czwartek, 19 marca 2015

PipBoy 2087e - Modernizacja

Z okazji nowego warsztatu i ogólnego pospolitego ruszenia w zakresie craftingowania, zabrałem się za modernizację PipBoya, którego zrobiłem w 2013. Niestety w międzyczasie się nieco sfatygował i popsuł. Ogólnie wiele osób pytało mnie jak się robi takie bajerki z lampkami i ekranikami, a ponieważ jest to skandalicznie proste to zaprezentuję. Dla tych co nie widzieli, opis konstrukcji z 2013 jest TUTAJ.


Modyfikacji uległ układ podświetlania, pojawiły się nowe złączki, a z myślą o przyszłych naprawach zastąpiłem w wielu miejscach lutowanie, szybkozłączkami na przewodach i zaciskami. Niebieskie diody, niestety są słabo stabilne i szybko się przepalają bez oporników i innych gadżetów, na których się nie znam, zatem zastąpiłem je diodami żółtymi.


Latarka została podłączona w odpowiedni sposób i teraz już można zmieniać jej ustawienie bez wyłączania. Pozwala znów świecić wzdłuż ręki lub w bok.


Niestety nie do odzyskanie jest już system losowania radiacji, więc odciąłem go od zasilania w ramach modernizacji. Całość podrasowałem i podkleiłem tam gdzie się uszkodziło.



Dla wszystkich zainteresowanych (a dostałem cały szereg takich zapytań) zrobiłem też proste schematy pokazujące jak działa urządzenie. Są na niem dwa oddzielne obwody:
- Pierwszy zasila latarkę. Składa się z baterii i włącznika, do których domontowałem cały mechanizm z uszkodzonej latarki, wraz z jej przełącznikiem pozwalającym na zapalenie dwóch różnych zestawów diod w urządzeniu. W schemacie potraktowałem je jako oddzielne żarówki, ponieważ nie montowałem tego z kawałków, ale z gotowych elementów wydłubanych z truchła latarki. Dodatkowo powracający do baterii prąd zasila jeszcze pojedynczą diodę wskazującą przy ekranie PipBoya czy latarka jest włączona.


- Drugi obwód jest bardziej skomplikowany i składa się z czterech szeregowo połączonych obwodów, uruchamianych jednym włącznikiem. Trzy diody oświetlają ekran, trzy robia za różnokolorowe wskaźniki na panelu. Wielka 4,5V dioda migająca świeci razem ze zwykłą diodą żółtą, ponieważ jeśli damy w układzie jedna diodę migającą, to każda znajdująca się na wspólnym obwodzie dioda także będzie migać. Czwarty obwód jest zamykany dodatkowym przyciskiem zwornym, który łączy go tylko w czasie gdy jest naciskany. Znajdował się na nim silniczek losujący poziom radiacji, ale niestety uległ spaleniu i odciąłem go od obwodu pozostawiając jedynie diodę podświetlająca jego tarczę.


Mam nadzieję, że przyda się to w budowaniu waszych zabawek.

poniedziałek, 16 marca 2015

Nerd Cave, czyli nowy warshtat Vercy'ego


Dłuższy czas nic nie pisałem, bo w zasadzie dwa miesiące. Po drodze były przeprowadzki, dwie nowe roboty i przygoda z własnym biznesem, wiec mam alibi. Zresztą robię to głównie dla siebie więc tłumaczyć się nie muszę.


Co się stało w międzyczasie to udało mi się uzyskać od miasta lokal na działalność artystyczną! TADAM! Co oznacza, że mogę w spokoju wrócić do produkcji itemków i różnych bajeranckich rzeczy w zaciszu swojego warsztatu, ale nie tylko. Poniżej można sobie obczaić fotki z przeprowadzonej już częściowo przeprowadzki do nowego warsztatu. A warsztacik składa się z kilku blatów do roboty, szafy na graty i półek. Zrobiłem też sobie ekspozycję dla karabinków wieszaki i inne bajerki.


Ostatnimi czasy co i raz ktoś dopytuje się mnie jak zrobić jakiś larpowy przedmiocik, skąd biorę narzędzia, czy jakie mam materiały. Zamiast klepać w klawiaturę i tłumaczyć teorię, wolę zaprosić do siebie i pokazać jak się to robi w praktyce, w zamian za wspomożenie utrzymania lokalu jakimś groszem. Mam zamiar tez uruchomić znów operacje ruchania itemków, teraz mamy wreszcie miejsce do działań.


W ostatnią niedzielę, znaczy wczoraj, odbyła się też uroczysta inauguracja warsztaciku przy szampanie i piwkach. Fotki można obejrzeć poniżej.


Z innych newsów dodam jeszcze, że w miesiącu marcu mój blogasek przekroczył 50,000 unikalnych wejść co cieszy mnie tym bardziej, że w ostatnim czasie moja aktywność internetowa była nieco niższa, a poziom waszego zainteresowania nie opadł :D

poniedziałek, 9 marca 2015

OldTown 2114 - Czerwonoocy

W 2114 roku na OldTown padł cień grozy. Groza ta miała świecące w ciemności, czerwone oczy...


Zimą 2113/2114 niepokojące rzeczy działy się na pustkowiach. Ludzie ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, całe karawany wyparowywały bez śladu, ciemne postaci snuły się nocami po okolicy, nie dając się pochwycić w sidła, ni choćby w snop światła. Wszystko zaczęło się w początkach zimy, gdy nierozpoznana grupa zaatakowała i rozpędziła na cztery wiatry Sicz, której niedobitki schroniły się w upadającym NewTown i jego okolicy. Kim były potwory? I jak udało im się przejąć wysłany z NewTown emiter EMP? Nikt z członków ówczesnej wyprawy przeciwko nim nie powrócił, a przybyła na miejsce ekipa ratunkowa znalazła jedynie rozwleczone ludzkie mięso. Zbyt mało go jednak było, aby stanowiło wszystkie pozostałości po wyprawie z emiterem, zbyt mało by choćby zidentyfikować zwłoki. Zamiast rozwiązania zagadki, pustkowia miały dla mieszkańców miasta jedynie więcej pytań. Więcej niepewności.


Kiedy nadszedł rok 2114 wszystko miało się ku gorszemu. Władza 801 w mieście upadła, zarządzanie miastem przechwycili pilnujący pracy dronów Shperacze, utrzymujący resztki handlu karawaniarze z Flying Caravans i trzymający społeczeństwo w spokojnym upojeniu Alkochemicy. Cierniem w dupie tej samozwańczej władzy był pozbawiony kontroli miejski komputer, włączający i wyłączający systemy bezpieczeństwa wg. własnego, niezrozumiałego przez nikogo algorytmu.

W takiej atmosferze niepewności, awarii dronów i znikających ludzi, swą prawdziwą naturę pokazali Czerwonoocy. Jednej nocy po prostu nawiedzili miasto, świecąc swymi krwistoczerwonymi oczami i atakując mieszkańców w otwarty sposób. Drony strażnicze najwyraźniej nie zważały na ich obecność, a broń, zarówno palna jak i biała zdawała się nie nie robić im krzywdy. Po pierwszym starciu stwory wycofały się, ale powracały regularnie, czasem kilkukrotnie w ciągu jednej nocy.



Czerwonoocy nie ostrzegali o swoim przybyciu, ale atakowali znienacka. W walce dawali się co najwyżej odpędzić, zadawali też ciężkie rany mieszkańcom, samemu wycofując się bez strat. Ciemność nocy nie oznaczała spokoju, ale nieustanne wyczekiwanie na nieuchronny atak. Z czasem mieszkańcy dowiedzieli się, że można uniknąć zagrożenia, pozostając w obecności mutantów w bezruchu i całkowitym milczeniu. Tylko nieliczni odważali się poruszyć lub odezwać w ich obecności, zazwyczaj ich koniec przychodził szybko i bardzo gwałtownie.


Po mieście krążyły plotki o ludziach, którzy znaleźli się zbyt blisko "Przybyszy nocy" i zobaczyli w ich twarzach twarze zaginionych przyjaciół, rodzin i wkrótce oszaleli ze strachu lub uciekli na pustkowia, gdzie słuch po nich zaginął. Inni twierdzili, że umieją bić Czerwonookich, że ubili niejednego, jednak były to jedynie puste przechwałki niepodparte żadnym dowodem ani świadkiem. Raz tylko liczni świadkowie widzieli jak poległy w walce z Czerwonookimi rekrut FC, własnymi zębami wyszarpał tchawicę jednemu z mutantów, gdzieś na pustkowiach, na pasie lotniska. Nie uratowało mu to życia, jego towarzysze uciekli ratując własne...


Wkrótce jednak nadarzyła się okazja do unieszkodliwienia jednego ze stworów. Kiedy to z pomocą Shperaczy udało się naprawić znaleziony w jakimś przedwojennym bunkrze miotacz promieni EMP. Atomowe ogniwo paliwowe wystarczyło jedynie na jeden strzał, ale było to wystarczająco dużo by unieszkodliwić jednego z potworów, pozostali wycofali się w ciemność. Na prędce sklecona ekipa "naukowców" skaładająca się z miejscowych odcinaczy kończyn i eksperymentatorów na ludzkim zdrowiu podjęła się analizy zwłok Mutanta, którego DNA okazało się być w 99.999% identyczne z ludzkim. Szybko wykazano, że po zdemontowaniu kilku elementów, spod dospawanej maski stwora wyłonił się porwany kilka nocy wcześniej mieszkaniec miasta. Oddzielenie wszystkich domontowanych części nie było możliwe bez śmierci pacjenta, którego trzeba było jeszcze przesłuchać. Po paru godzinach wybudzono go elektorwstrząsami, bełkotał coś bez sensu o bólu i strachu, a po chwili wyrwał się z więzów i rycząc jak zwierze uciekł na pustkowia. Czerwoonocy byli kiedyś ludźmi...


Tymczasem do miasta trafił odnaleziony na pustkowiach przez grupę poszukiwaczy przygód Doktor, dawna prawa ręka Khana, pół człowiek, pół cybork. Przez rok błądził po pustkowiach w trybie autonaprawy po uszkodzeniach jakich doznał w Siczy w czasie zamachu na Khana. Niestety jego pamięć jest zaszyfrowana i sam nie miał dostępu do wszystkich plików. W rozmowie z Radą miasta zaoferował pomoc w walce z Khanem, gdyż jak wkrótce się okazało po rozszyfrowaniu części jego pamięci, Czerwonoocy byli jego dziełem. Pół ludźmi pół maszynami, pozbawionymi własnej świadomości i wykonującymi polecenia Khana, dążącego do opanowania pustkowi, zaprowadzenia nowego ładu. W zamian za życie, mieszkańcy OldTown musieli by oddać wolność i człowieczeństwo.


Sam Doktor nie należał jednak do łagodnych osobowości. Zbyt łatwo było go obrazić, lub wywołać agresywna reakcję z jego strony. Zbyt wielu mieszkańców wyszło ze spotkania z Doktorem ze złamaną ręką lub pękniętą szczęką, aby Doktor mógł być mile widziany w OldTown. Jako sojusznik w walce z Khanem miał jednak spełnić swoją rolę. Rozszyfrowywanie plików z pamięci Doktora zajęło wiele czasu, ale wkrótce stało się jasnym, że jedynie komputer miejski dysponuje środkami i mocą wystarczająco dużą by wyeliminować zagrożenie. Jego integralnym elementem był bowiem bardzo silny emiter EMP, ale jak przekonać maszynę do pomocy? Komputer nie miał zamiaru udzielać dostępu do swoich podzespołów nikomu, a kontrola nad miastem była jednym z jego najważniejszych priorytetów. Po długich negocjacjach, udało się przekonać maszynę do współpracy.


W tym czasie Khan zebrał już siły do ostatecznego szturmu na OldTown. Wraz z nim przybyła horda posłusznych mu Czerwonookich. Stając pod bramą miasta ogłosił swe ultimatum: Mieszkańcy miasta mogli się poddać jego sile, opór oznaczał śmierć. Do walki jako pierwsze rzucono siły Brotherhood of Beer, które zostały dosłownie zmasakrowane przez Czerwonookich na oczach mieszkańców. Do walki stanął także sam Khan, któremu drogę próbował zastąpić Doktor, podczas gdy Czerwonoocy rzucili się na obrońców miasta.



Zwycięstwo było już prawie po stronie cybernetycznych stworów, wielu mieszkańców poległo w walce, a pozostali zaczynali już w popłochu uciekać do kryjówek, gdy komputer miejski odpalił wreszcie generator EMP. Impuls elektromagnetyczny był tak silny, że większość urządzeń elektronicznych uległo zniszczeniu w tym witalne moduły zarówno Czerwonookich i Khana, jak i komputera. Ci pierwsi stracili życie, zaś w komputerze spłonęły przedwojenne zabezpieczenia, ograniczające jego potencjał. Kiedy kurz opadł, a jęki rannych przycichły wśród trupów Khana, Doktora i Czerwonokich, z głośników miejskich systemów popłynął głos komputera: "Mam na imię IGOR... IGOR... Teraz ja zaprowadzę tu porządek"


Fotki od Nivelisa i chyba jedno od Konwentów Południowych

wtorek, 6 stycznia 2015

Star Trek w domu!

Dotychczas nie pisywałem o grach komputerowych choć z oczywistych powodów jestem graczem. Wszystko dlatego, że trudno nazwać granie pasją, to raczej zabijacz czasu, przy którym marnotrawimy sporą część życia. Przedwczoraj jednak zorganizowałem w domu coś niezwykłego, co mnie pasjonuje i czy warto się podzielić. Zamieniłem salon w mostek gwiezdnego krążownika.


A cała historia zaczęła się od tego, że Kazik opowiedziała mi o grze, w którą grała na Porytkonie. Nazywa się to "Artemis - Spaceship Bridge Simulation" i gra się w kooperacji w kilka osób sterując jednym wspólnym statkiem z podziałem na role. Każde stanowisko na mostku ma swoje obowiązki i musi współpracować z innymi, aby praca załogi była skuteczna.



Po paru dniach od Końca Świata zacząłem sklecać chętnych na fejsiku i wspólnie kupiliśmy oryginalną wersję gry (serio, można to niby ukraść z netu ale drogie nie jest, zwłaszcza w podzieleniu na wiele osób), kopia jest tak przygotowana, że może grać na jednej naraz wiele osób, zresztą nie o to chodzi. To jest gra robiona przez bandę nerdów dla innych nerdów, więc niech mają te parę dolarów na rozwój projektu. :D


Wracając do tematu, po sylwestrze zacząłem sklecać załogę na granie w stolicy na Lanie. Główny ekran z projektora i laptopy na poszczególne stacje, do tego zapasy chrupków, piwka i możemy lecieć. Odbyliśmy kilka wspaniałych przygód w kosmosie, naruszyliśmy Neutralną Strefę, polowaliśmy na piratów, zniszczyliśmy wiele statków wroga i broniliśmy stacji kosmicznej przed kosmitami. Naprawdę polecam taka zabawę każdemu. Także odkrywanie samych opcji jakie ta gra oferuje jest niezwykłością samą w sobie.



Mogę polecić każdemu, kto lubi sience fiction lub Star Treka taką zabawę. Przede wszystkim zabawa jest zespołowa i polega na kooperacji, rozmowach, wymianie informacji i proszeniu o nie innych. Taka zabawa jest bardzo odległa od tępego klepania czołgów, gdzie każdy działa na własną rękę a inni gracze w tej samej drużynie "kradną" mu killsy. To jest gra społeczna, angażująca wszystkie zmysły i myślenie. Gorąco polecam.

Skład załogi S/S Grochowska:





Wszystkich zainteresowanych uczestnictwem w dalszych grach zachęcam do kontaktu ze mną, gra pozwala na połączenie do dziewięciu statków :D

Zdjęcia robił Maks Gutowski.

wtorek, 23 grudnia 2014

II Rocznica Końca Świata

This is the end, beautiful friend
This is the end, my only friend, the end
Of our elaborate plans, the end
Of everything that stands, the end
No safety or surprise, the end
I'll never look into your eyes, again...


Nie każdy może zauważył, ale koniec świata nastąpił 12.12.2012, a nasze dalsze życie to zaledwie symulakrum rzeczywistości. W tym roku odbyła się już II rocznica tego niezwykłego dnia, w którym wszystko przestało istnieć. A gdzież indziej mogła by się odbyć taka impreza jeśli nie w kopalni w Grodźcu? Tam własnie mieści się siedziba fanów Postapokalipsy zwanych STO. Specjalnie na te okazję w Saloon 19 zbudowano systemy ogrzewania jakich niepowstydziło by się solidne schronisko. Zadbano o zapasy, krzeseł, foteli kanap i innego umeblowania. kto nie był niech już żałuje bo była to dla mnie najlepsza imprezą postapo tej jesieni (niektórzy powiadają, że Kazikon był lepsiejszy). Dzikie tańce, muzyka i imprezowe szaleństwo.


Sama impreza poprzedzona była programem rozrywkowym w którym znalazły miejsce: Wycieczka po kopalni, Jugger, czy pokaz filmów postapo. Niestety udało mi się dotrzeć na miejsce dopiero na początek imprezy, więc nie napiszę o programie nic więcej. Sama impreza była epicka. Obowiązywał elegancki dress code i wszyscy odstawili się jak szczury na otwarcie kanału. Nie brakowało podartych kiecek i wystrzępionych marynarek i cylindrów. Głównym kawałkiem imprezy był bez wątpienia ten I jeśli ktoś go jeszcze nie słyszał to niech posłucha. Niespodziewanym rekwizytem imprezy był piekarnik :D


Ale prawda jest taka, że najfajniejsze co w takiej imprezie jest to ludzie i z największa przyjemnością bawiłem się w tym doborowym towarzystwie. Szkoda, że mieszkamy w takich odległościach od siebie, bo chętnie bym się spotykał w takim gronie co tydzień. A impreza przyciągnęła załogę z całej Polski i naprawdę było kogo spotykać. Aż smutno, że to tylko jedna noc...

Foteczki z mojego aparaciku HERE

PS. chciałem zrobić kompilację z filmików i zdjęć inncyh, ale w przedświątecznej zawierusze nie mam zapału i tego nie zrobiłem.

środa, 26 listopada 2014

Kalendarz OldTownowy


Jest taka akcja, że z najlepsiejszych zdjęć zrobionych na OT powstało dzieło wiekopomne, nie mające precedensu w całym kosmosie. A tak dokładnie to nasi uzdolnieni OldTownowi artyści sklecili z dobrych fotek Piotra Bardo wspaniały kalendarz. Jest to klasyczny kalendarz do powieszenia na ścianę. Ma zaznaczone wszystkie ważne daty w życiu postapowicza.

Tyle bezpośredniego zachwalania, a teraz do sedna sprawy. Kalendarz nie jest drogi, można go odebrać osobiście, albo dostać pocztą. Poświęć parę piw i bądź zorientowany jaki masz teraz dzień, miesiąc, rok. Chcę żebyście mieli ten kalendarz. Wiem, że chcecie mieć ten kalendarz. Sami tez wiecie, że go chcecie. No to piszecie maila na
kalendarz.oldtown@gmail.com 


Wysyłacie 35zł i uda wam się skreślić pierwszego stycznia już w nowiutkim kalendarzu. Jeśli to mało i was nie przekonuje to polecam obejrzeć spot reklamowy:

sobota, 1 listopada 2014

Metro 2034, Bunkier: Fabryka Mięsa

Metro jest pełnie tajemnic. Tajemnice są pełne zwłok...


26-28 września odbyła się druga edycja Bunkra, larpa w klimacie powieści Dymitra Głuchowskiego "Metro 2033". Akcja powieści dzieje się w świecie Moskiewskiego metra po atomowej zagładzie, która zabiła wszystkich ludzi na powierzchni i zamieniła ziemię w bezludne pustkowie. Jedynie w tunelach przetrwała ludzka cywilizacja, choć i tam nie jest łatwo.


Wydarzenie odbywało się w ostatni weekend września, w Furii, w Dąbrowie Górniczej. Jest to starannie przygotowana, profesjonalna miejscówka na strzelanki w opuszczonej fabryce, idealna na goszczenie takich imprez. Składa się z kilku pięter przygotowanych pomieszczeń z klimatycznymi wnętrzami. Piętro pierwsze zajmowały pomieszczenia stacji, zaś parter stanowił znajdujące się pod nią tunele, część gry toczyła się też w pobliżu budynku. Ogólnie należy pochwalić twórców tego miejsca, bo wnętrza oprócz ścian i korytarzy były wypełnione klimatycznymi przedmiotami, meblami i dekoracjami jakich ze świecą szukać na wielu innych larpach. Z drugiej strony pomieszczenia były jakieś takie zbyt przestronne, nie dość ciemne, nie dość klaustrofobiczne, zwłaszcza w porównaniu z zeszłorocznym bunkrem w Wojkowicach, gdzie przebywaliśmy pod ziemią co zostawiło po sobie bardzo mocne wrażenia.


Tym razem przygoda była skupiona bardziej na życiu stacji Timiżajewskiej, nienależącej do większych podziemnych organizacji stacyjki na uboczu, gdzie grupa mieszkańców starała się przetrwać ciężkie czasy przy względnie znośnym poziomie głodu, brudu i strachu. Większość uczestników stanowili mieszkańcy stacji, ale nie brakowało również przybyszy, a całość uzupełniał zagubiony oddział Polis znany uczestnikom poprzedniej edycji larpa. Ciężko mi pisać jak wyglądał scenariusz z perspektywy innych uczestników, natomiast opiszę jak sprawy się miały z mojej perspektywy.


Leonid Anoszenko, był zwykłym inżynierem Moskiewskiej Fabryki maszyn do pisania nr.41, kiedy na świat spadło najgorsze. Trafił na stację Timiżajewską w pierwszych tygodniach po wojnie i z racji swojego wykształcenia szybko stał się ważną osobą w utrzymaniu technicznej sprawności stacji. Zaczynałem więc jako członek rady stacji, jeden z prawie dziesięciu osób w radzie, gdzie wchodziły takie postaci jak szefowa straży, chirurg, profesor, naczelnik stacji, specjalistka od zaopatrzenia, czy ja, główny technik. Razem tworzyliśmy władze tej stacji, silną zwartą i budzącą zaufanie grupę dbającą o los mieszkańców.


Niestety nikt na stacji nie miał świadomości, że grupa ta stanowiła straszliwy kult wyznawców Podziemnego Czerwia, który karmił swe wierne sługi porcjami narkotyków w zamian za ofiary składane z żywych ludzi. Przewrotność tego scenariusza była dla mnie zaskakująca, gdyż gracze zajęci swoimi typowymi czynnościami, ciułaniem kasy z handelku, czy klepaniem mutków z łatwością padali ofiarami ludzi którym mieli ufać, stając się żywymi dawcami mięsa i energii życiowej dla Czerwia. Pierwszy chyba raz miałem przyjemność uczestniczyć w larpie w roli kogoś, kto chycha na cudze życie, by za nędzą porcję ćpuństwa oddać je w ofierze Czerwiowi w czasie ponurego rytuału. Oczywiście był to dla mnie świetny nakręcacz fabuły, bo postępy w pozyskiwaniu ofiar były odwrotnie proporcjonalne do kontroli nad funkcjonowaniem stacji, gdzie równocześnie panoszyli się żołnierze, pełzała rewolucja nazistów z IV Rzeszy, atakowały mutanty, a wojacy z polis walczyli o swe przetrwanie i ochronę zdobyczy technicznych z zeszłego roku. Z mojej perspektywy scenariusz larpa i wyposażenie wnętrz były najmocniejszymi elementami tego wydarzenia.


W czasie gry można było obserwować powolny rozkład wszelkich instytucji stacji i stopniowo narastający chaos. Z każdą chwilą było coraz bardziej niebezpiecznie. Finałem nocnej fabuły, było wywabienie czerwia z ukrycia przy pomocy naćpanego wyznawcy-samobójcy z przymontowaną do głowy bombą składanego w ofierze przy pomocy rady stacji, która z pomocą naukowca z Polis zsyntetyzowała narkotyk i mogła funkcjonować bez boga-czerwia. Niestety nie na długo. Zdemoralizowani rewolucją i zamieszaniem mieszkańcy dokonali zamachu zabijając naczelnika i rozpędzając władze na stacji. Przygody poszczególnych postaci na tym larpie mogły być rożne od mojej, bo scenariusz był rozbudowany, a historia na tyle wielowątkowa, że jedna osoba na pewno jej nie ogarnęła w całości. Jeśli macie swoje historie, lub pominąłem jakiś ciekawy wątek napiszcie w komentarzu :D


Z larpowych ficzerów muszę pochwalić wspaniale kontynuowany wątek hazardowy z zeszłego roku. Podziemne gry w krążki i krążki, oraz wyścigi ślimaków były wyjątkowe na skalę światowego larpingu, za co brawa dla Burzana.


Z drugiej strony brakowało bardzo orgów, których chyba było za mało w stosunku do tego jak urosła impreza. W wielu momentach ciężko było znaleźć MG, który mógłby pomóc. Było szczególnie odczuwalne kiedy jakieś zadanie już wykonane przez graczy czekało zawieszone w powietrzu na MG. Na przyszły rok zdecydowanie potrzeba więcej orgów. Tęsknię również za komputerowymi bajerami z poprzedniej edycji.


Podsumowując to była solidna impreza, żałuję, że nie mogłem być na piątkowych atrakcjach, ani na imprezie niedzielnej, ale niestety robota wzywała, a do dąbrowy górniczej blisko nie mam.
Do następnej wyprawy w głąb Metra...


I na koniec foteczki!
Te najładniejsze robiła Gac z Konwentów Południowych
Konwenty Poudniowe

niedziela, 21 września 2014

Polish Jugger League - Podsumowanie sezonu Elegant Bastards

I tak minął nam kolejny rok juggerowania.

Co prawda Elegant Bastards nie wygrali ligi ani żadnego z turniejów, jednak w ogólnej klasyfikacji nie było źle. Ostatecznie udało się zająć piąte miejsce w lidze ustępując jedynie najlepszym drużynom. Paradoks, polega tez na tym, że najlepszy ćwiczony skład wystawiliśmy na Pyrkonie, gdzie przejebaliśmy dość sromotnie :D

Ale jak na pierwszy sezon Elegnatsów 2114 wyszedł całkiem nieźle, ale przejdźmy do szczegółów. W sezonie 2014 PJL odbyły się jak zazwyczaj cztery turnieje.


Turniej I Pyrkon:
Elegant Basatrds nie wyszło nawet z eliminacji i w zasadzie cały turniej nas ominął. Po tak sromotnej klęsce z ręki randomów, zintensyfikowano treningi i przemyślano jeszcze raz role poszczególnych elementów gry. Ogólnie porażka pełną gębą.

Wyniki turnieju:
1. Wrocławskie Walenie
2. Spuria
3. Zakon
4. Raptors
5. S.T.O.
5. Kruki
6. 12V
7. Niebieski Pasztet


Turniej II Ziemie Jałowe:
Na ziemiach Jałowych z braku zawodowych zawodników musieliśmy się posiłkować przygodnymi zawodnikami. Ale za to przełożyło się to na wyniki, Elegantsi wyszli z grupy i w meczu o trzecie miejsce przegrali z Armadillo. Ale ogólnie to był dobry turniej, miejsce co prawda poza podium, za to sukces i awans w tabeli ogólnej.

Wyniki turnieju:
1. Zakon Świętego Płomienia
2. Siły Terenowe Outpost
3. Armadillo Synowie Furii
4. Elegant Bastards
5. Spuria.
6. 12 Volt.


Turniej III OldTown:
Niestety w tym turnieju nie miałem okazji brać udziału, ale Elegantsi byli na miejscu i dali czadu zdobywając znowu czwarte miejsce. Także rotacja zawodników znowu była spora, tym razem jednak obyło się bez zawodników z łapanki.

Wyniki turnieju:
1. Zakoń Świętego Płomienia
2. Spartan Commando
3. Raptors
4. Elegant Bastards
5. Siły Terenowe Outpost
6. Bukkake Pełną Gębą


Turniej IV Zakonki:
Na tym turnieju zaprezentowano najwyższy poziom gry ze wszystkich pozostałych głównie dlatego, że większość zawodników na boisku była w dobrej kondycji trzeźwości. Co prawda miejsce zajęte przez nas było zdecydowanie gorsze, niż w poprzednich turniejach, ale to dlatego, że trafiliśmy do grupy śmierci z Zakonem i S.T.O. Za to Synowie Korwina zostali zmiażdżeni w meczu o honor :D Grał z nami w tym turnieju Marek Mydel, twórca gry planszowej postapo "Rycerze Pustkowi"

Wyniki turnieju:
1. Zakon Świętego Płomienia
2. Siły Terenowe Outpost
3. Armadillo Synowie Furii
4. Raptors
5. Alkochemicy
6. Elegant Bastards
7. Synowie Korwina
8. Płonące Węgorze


Podsumowując Elegant Bastards rozegrali w swym debiutanckim sezonie 11 meczy, z pośród których wygrali 3 i zdobyli 3 punkty tabelowe. Ogólnie zajęlismy 5 miejsce w lidze, a nasz Qwik Andrew został czwartym najlepszym Qwikiem w lidze. Ale nie gramy tu o złote kalesony i najważniejsza jest przyjaźń między uczestnikami, wspólnie spędzony czas i radość z gry. Następny sezon będzie jeszcze lepszy.

czwartek, 4 września 2014

OldTown 2114 - Pubbing

Dobra, akcje akcjami, larpy larpami ale kiedyś trzeba tez się przejść na piwko.


Jest takie coś w tym roku, że wszyscy chcą się ustawiać na piwka i afterki, zatem orgowie OT wychodzą naprzeciw oczekiwaniom tłumów i organizują ogólnopolską operację pubbing.

Lubisz klimat postapo? Zagrywasz się w fallouta? Wpadnij na piwko z ludźmi, którzy żyją postapokalipsą i falloutem z dnia na dzień, przez kilkadziesiąt dni w roku. Można pogadać z orgami i uczestnikami tej wspaniałej imprezy i napić się z nimi piwka w licznych miastach naszej wspaniałej ojczyzny. Możesz nawet spotkać kilka prawdziwych osobistości.
A może zawsze chciałeś kogoś namówić na OT, ale nie wiesz jak? NIkt nie zrobi tego lepiej niż radosny tłum larpowiczów. Każdy kto był na OldTown, nie był na OldTown, albo chciałby pojechac na OldTown będzie mile widziany :D

PS: Wieść gminna niesie, że za przyjście w stroju postapo jest zniżka na piwko!