Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalker. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

Kalendarz OldTownowy


Jest taka akcja, że z najlepsiejszych zdjęć zrobionych na OT powstało dzieło wiekopomne, nie mające precedensu w całym kosmosie. A tak dokładnie to nasi uzdolnieni OldTownowi artyści sklecili z dobrych fotek Piotra Bardo wspaniały kalendarz. Jest to klasyczny kalendarz do powieszenia na ścianę. Ma zaznaczone wszystkie ważne daty w życiu postapowicza.

Tyle bezpośredniego zachwalania, a teraz do sedna sprawy. Kalendarz nie jest drogi, można go odebrać osobiście, albo dostać pocztą. Poświęć parę piw i bądź zorientowany jaki masz teraz dzień, miesiąc, rok. Chcę żebyście mieli ten kalendarz. Wiem, że chcecie mieć ten kalendarz. Sami tez wiecie, że go chcecie. No to piszecie maila na
kalendarz.oldtown@gmail.com 


Wysyłacie 35zł i uda wam się skreślić pierwszego stycznia już w nowiutkim kalendarzu. Jeśli to mało i was nie przekonuje to polecam obejrzeć spot reklamowy:

sobota, 1 listopada 2014

Metro 2034, Bunkier: Fabryka Mięsa

Metro jest pełnie tajemnic. Tajemnice są pełne zwłok...


26-28 września odbyła się druga edycja Bunkra, larpa w klimacie powieści Dymitra Głuchowskiego "Metro 2033". Akcja powieści dzieje się w świecie Moskiewskiego metra po atomowej zagładzie, która zabiła wszystkich ludzi na powierzchni i zamieniła ziemię w bezludne pustkowie. Jedynie w tunelach przetrwała ludzka cywilizacja, choć i tam nie jest łatwo.


Wydarzenie odbywało się w ostatni weekend września, w Furii, w Dąbrowie Górniczej. Jest to starannie przygotowana, profesjonalna miejscówka na strzelanki w opuszczonej fabryce, idealna na goszczenie takich imprez. Składa się z kilku pięter przygotowanych pomieszczeń z klimatycznymi wnętrzami. Piętro pierwsze zajmowały pomieszczenia stacji, zaś parter stanowił znajdujące się pod nią tunele, część gry toczyła się też w pobliżu budynku. Ogólnie należy pochwalić twórców tego miejsca, bo wnętrza oprócz ścian i korytarzy były wypełnione klimatycznymi przedmiotami, meblami i dekoracjami jakich ze świecą szukać na wielu innych larpach. Z drugiej strony pomieszczenia były jakieś takie zbyt przestronne, nie dość ciemne, nie dość klaustrofobiczne, zwłaszcza w porównaniu z zeszłorocznym bunkrem w Wojkowicach, gdzie przebywaliśmy pod ziemią co zostawiło po sobie bardzo mocne wrażenia.


Tym razem przygoda była skupiona bardziej na życiu stacji Timiżajewskiej, nienależącej do większych podziemnych organizacji stacyjki na uboczu, gdzie grupa mieszkańców starała się przetrwać ciężkie czasy przy względnie znośnym poziomie głodu, brudu i strachu. Większość uczestników stanowili mieszkańcy stacji, ale nie brakowało również przybyszy, a całość uzupełniał zagubiony oddział Polis znany uczestnikom poprzedniej edycji larpa. Ciężko mi pisać jak wyglądał scenariusz z perspektywy innych uczestników, natomiast opiszę jak sprawy się miały z mojej perspektywy.


Leonid Anoszenko, był zwykłym inżynierem Moskiewskiej Fabryki maszyn do pisania nr.41, kiedy na świat spadło najgorsze. Trafił na stację Timiżajewską w pierwszych tygodniach po wojnie i z racji swojego wykształcenia szybko stał się ważną osobą w utrzymaniu technicznej sprawności stacji. Zaczynałem więc jako członek rady stacji, jeden z prawie dziesięciu osób w radzie, gdzie wchodziły takie postaci jak szefowa straży, chirurg, profesor, naczelnik stacji, specjalistka od zaopatrzenia, czy ja, główny technik. Razem tworzyliśmy władze tej stacji, silną zwartą i budzącą zaufanie grupę dbającą o los mieszkańców.


Niestety nikt na stacji nie miał świadomości, że grupa ta stanowiła straszliwy kult wyznawców Podziemnego Czerwia, który karmił swe wierne sługi porcjami narkotyków w zamian za ofiary składane z żywych ludzi. Przewrotność tego scenariusza była dla mnie zaskakująca, gdyż gracze zajęci swoimi typowymi czynnościami, ciułaniem kasy z handelku, czy klepaniem mutków z łatwością padali ofiarami ludzi którym mieli ufać, stając się żywymi dawcami mięsa i energii życiowej dla Czerwia. Pierwszy chyba raz miałem przyjemność uczestniczyć w larpie w roli kogoś, kto chycha na cudze życie, by za nędzą porcję ćpuństwa oddać je w ofierze Czerwiowi w czasie ponurego rytuału. Oczywiście był to dla mnie świetny nakręcacz fabuły, bo postępy w pozyskiwaniu ofiar były odwrotnie proporcjonalne do kontroli nad funkcjonowaniem stacji, gdzie równocześnie panoszyli się żołnierze, pełzała rewolucja nazistów z IV Rzeszy, atakowały mutanty, a wojacy z polis walczyli o swe przetrwanie i ochronę zdobyczy technicznych z zeszłego roku. Z mojej perspektywy scenariusz larpa i wyposażenie wnętrz były najmocniejszymi elementami tego wydarzenia.


W czasie gry można było obserwować powolny rozkład wszelkich instytucji stacji i stopniowo narastający chaos. Z każdą chwilą było coraz bardziej niebezpiecznie. Finałem nocnej fabuły, było wywabienie czerwia z ukrycia przy pomocy naćpanego wyznawcy-samobójcy z przymontowaną do głowy bombą składanego w ofierze przy pomocy rady stacji, która z pomocą naukowca z Polis zsyntetyzowała narkotyk i mogła funkcjonować bez boga-czerwia. Niestety nie na długo. Zdemoralizowani rewolucją i zamieszaniem mieszkańcy dokonali zamachu zabijając naczelnika i rozpędzając władze na stacji. Przygody poszczególnych postaci na tym larpie mogły być rożne od mojej, bo scenariusz był rozbudowany, a historia na tyle wielowątkowa, że jedna osoba na pewno jej nie ogarnęła w całości. Jeśli macie swoje historie, lub pominąłem jakiś ciekawy wątek napiszcie w komentarzu :D


Z larpowych ficzerów muszę pochwalić wspaniale kontynuowany wątek hazardowy z zeszłego roku. Podziemne gry w krążki i krążki, oraz wyścigi ślimaków były wyjątkowe na skalę światowego larpingu, za co brawa dla Burzana.


Z drugiej strony brakowało bardzo orgów, których chyba było za mało w stosunku do tego jak urosła impreza. W wielu momentach ciężko było znaleźć MG, który mógłby pomóc. Było szczególnie odczuwalne kiedy jakieś zadanie już wykonane przez graczy czekało zawieszone w powietrzu na MG. Na przyszły rok zdecydowanie potrzeba więcej orgów. Tęsknię również za komputerowymi bajerami z poprzedniej edycji.


Podsumowując to była solidna impreza, żałuję, że nie mogłem być na piątkowych atrakcjach, ani na imprezie niedzielnej, ale niestety robota wzywała, a do dąbrowy górniczej blisko nie mam.
Do następnej wyprawy w głąb Metra...


I na koniec foteczki!
Te najładniejsze robiła Gac z Konwentów Południowych
Konwenty Poudniowe

wtorek, 24 grudnia 2013

Wpis Świąteczny '13

Już po raz 2113 spotykamy się z rodzinami by świętować Saturnalia, czyli rocznicę narodzin małego Jezuska.

Zatem bez zbędnego przedłużania życzę wszystkim spokoju duszy, pieniędzy i miłości, a szczególnie:
- Wszystkim czytelnikom mojego blogaska życzę wytrwałości w czytaniu moich grafomańskich tekstów i cienkich fotografii.
- Współkarawaniarzon z Flying Caravans życzę sukcesu w restaurowaniu świetności organizacji
- Kolegom z drużyny Juggerowej życzę licznych czaszek i trafień, także trafień w czaszkę :D
- Ekipie Orgów OldTownu życzę aby impreza rosła w siłę ponad nasze najśmielsze oczekiwania
- Organizatorom innych Larpów życzę, że się z nimi spotkam na ich imprezie :D
- Fanom Fallouta, aby trwał.

I możecie sobie wysłac ode mnie taka oto pocztówkę na której jestem ja i moja kochana żona Marta.

wtorek, 7 maja 2013

Mutanci Pandemii

Skoro już jestem podniecony stalkerem i wyjadzdem, na którym byłem to może napiszę parę słów o tym, co zrobiło na mnie nawiększe wrażenie, o mutantach.

Rola takiego gracza jest mało wdzięczna. Nie może on uczestniczyć w intrygach, nie może zarabiać kasy i w teorii pownien być żywą tarczą do strzelania. To rola dla doświadczonych, uczciwych i ceniących sobie klimat graczy, na pewno nie dla muchkinów, których jedynym celem jest oszukiwać w celu nachapania się najlepszych przedmiotów. Myślę, że sito odcedzające mutantó na Pandemii było bardzo dokładne, ponieważ stroje i postawa tych uczestników były wzorowe.

Mutanci mieli swoje przywileje, niższą opłatę wejściową i oraz względną nieśmiertelność. Można ich było zabić jedynie specjalnymi pukawkami wynajmowanymi za ciężkie pieniądze w barze, a i tak po chwili leżenia wstawali. Bardzo łatwo jest nadużyć takich przywilejów, a jednak nie widziałem, ani nie słyszałem o żadnym kwasie z Mutkami w roli głównej.

Dużą zasługę dla budowania klimatu tej imprezy miały własnie poczynania mutków. Nie raz, nie dwa przyszło mi uciekać przed ścigającym mnie potworem, lub obchodzić szeroookim łukiem napotkane gniazdo mutantów. Nieraz też byłem świadkiem, jak mutanci dopadli jakiegoś bogu ducha winnego stalkera. Wijąc się nad nim, imitując konsumpcję i wydając potworne dźwięki. Szczególne uznanie należy się grupie snorków, którzy regularnie dawali wspaniałe przedstawienie. Szczególnie klimatyczne były jęki mutantów puszczane z jakiegoś ukrytego megafonu. Dźwięki były naprawdę straszne i dawały odczuć atmosferę zagrożenia.



Znów czary mary, kliknij foto a wyśle się do całej galerii!!



Mutantom za wprowadzenie klimatu bardzo dziękuję.

środa, 24 kwietnia 2013

S.T.A.L.K.E.R. - Pandemia

Pomimo różnych niesprzyjających okoliczności zawziąłem się i w ostatni weekend pojechałem na Stalkera do zony w Ociesękach. I był to strzał w dziesiątkę, bo bawiłem się przednio. Bez oporu napiszę, że było to dla mnie najciekawsze wydarzenie w tym roku (poza podróżą poślubną) i z niecierpliwością oczekuję kolejnych edycji, także tych odbywających się w Nysie gdzieś na drugim końcu kraju.

Przyjechałem na obiekt w piątek wieczorem i pomimo początkowych trudności ze znalezieniem Zony udało mi się dotrzeć, ale tylko dzięki pomocy kilku stalkerów jadących do sklepu po piwo, którzy wskazali mi drogę. Zaparkowałem, ustawiłem sobie namiocik z dwóch pałatek i rury PVC zamiast masztu. I przystąpiłem do zapoznawania się z mieszkańcami bazy stalkerów. Los pokierował mną tak, że rozłożyłem się w bezpośredniej bliskości ogniska Shperaczy (znanej w świecie ekipy larpowej) i spędziłem z nimi liczne i wesołe chwile przy ognisku, żartując sobie z cyganów. Wypiłem sobie trochę piwka, poczęstowałem ludków wódką i poszedłem spać zdecydowanie za późno.

Zona przywitała mnie chłodnym porankiem, i zaraz była pora lecieć na akredytację. W skład pakietu weszły, posiłek typu MRE, kubeczek ze stali z logo imprezy, dokumenty stalkera, jakieś ulotki, kilka Rad-x, 30 pocisków do broni i koszulka (nawet nie pamiętałem, że za nią zapłaciłem :/). Odziałem się po stalkersku i po odprawie, z Canisem i Martyną sformowaliśmy dość przypadkową drużynę i ruszyliśmy eksplorować zonę.

Nie opisze tu wszystkiego co się działo, ale było to wszystko czego oczekiwałem od zony: Przekupywanie żołnierzy, ucieczka przed wojskiem, skryte przekraczanie płotu wokół zony, eksploracja anomalii, oczekiwanie w schronie na koniec emisji, targi z naukowcami i sprzedaż artefaktów w barze, ucieczki przed hordami mutantów i bandytów. Wreszcie po całym dniu łażenia zarobiłem na porządny stalkerski kombinezon, żeby wyeksplorować potężną anomalię. Zrobiło się już tak późno, że kiedy zarobiłem wreszcie dość kasy żeby było mnie stać na szastanie, w barze nie było już wcale upragnionej nicoli tylko ostatnia samotna butelka Niebieskiej Wódki KOZAK (lipna może 2% mocy)i jakieś suchary.

Zmęczony nie poszedłem spać, ale jeszcze długo siedziałem przy ognisku. Na drugi dzień zwinąłem graty i o 11.00 obejrzałem losowanie nagród, po czem udałem się na północ odebrać moją żonkę Martę z Łodzi. Zdjęć nie robiłem, te które tu są ukradłem z forum.


Moje czarodziejskie umiejętności hakera! Pyknij zdjęcie, by przejść do albumu w picasie! Łał!